Polecamy

Przełomowy spacer, czyli skarżyska Ekstremalna Droga Krzyżowa

          Może niektórzy z Was pamiętają lub kojarzą moje ubiegłoroczne świadectwo uczestnictwa w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Wtedy to, razem z grupą około 30 osób przeszliśmy ponad 40 kilometrową trasę. Pamiętam, że tamto doświadczenie stało się przełomowym momentem w moim życiu. Dokładnie rok temu zrozumiałem, że muszę zacząć żyć pełnią życia.

          Minęło 12 miesięcy i znów postanowiłem przeżyć te niesamowite chwile. Tym razem zapisałem się na 33 kilometrową trasę. Szczerze mówiąc, poprzez wybranie krótszej wędrówki (w Skarżysku mieliśmy do wyboru również trasę 45 km) trochę zlekceważyłem jakiekolwiek przygotowania. Wiedziałem, że skoro rok temu dałem radę to teraz również. Nic bardziej mylnego...

          W dniu 7 kwietnia w kościele Ojców Franciszkanów zebrała się grupa ponad 100 osób. Po mszy podzieliliśmy się na 2 grupy. W grupie brązowej - św. Franciszka było około 50 osób, a w pomarańczowej – św. Ojca Pio ponad 60. Po załatwieniu wszystkich formalności wyruszyliśmy w naszą Drogę Krzyżową, która prowadziła przez Skarżysko-Kamienną, Skarżysko-Kościelne, Pogorzałe, Brzask, Górną Kolonię dalej ul. Ekonomii, "Benzyl" i 3-go Maja. Tempo, podobnie jak rok temu, było dość szybkie, dlatego jeszcze przed zmrokiem byliśmy przy drugiej stacji. Wędrując w ciszy i skupieniu, oprócz duchowej kontemplacji mogliśmy obcować z naturą i pięknem przyrody. Chyba nie tylko mnie utkwiło w głowie, spotkanie gromady dzików czy zapach świeżego powietrza w lesie na Pogorzałym. Jednak mimo wszystko, czegoś mi brakowało. Z jednej strony będąc w pewnym stopniu odpowiedzialnym za uczestników, nie mogłem skupić się na własnych przemyśleniach. Mieszkając na co dzień w hałaśliwej Warszawie miałem problem, aby się wyciszyć. Moje podejście i rozwój duchowy na pewno też mocno się zmieniły od ubiegłego roku. Zastanawiałem się, jaki przełom (w kontekście mojej wiary) wydarzy się. Obcowanie z Bogiem, pozwoliło mi poukładać mi najważniejsze rzeczy w życiu, mam cele, marzenia i spokój. Czego jeszcze chcieć więcej?

          Ale... trasa jednak stawała się coraz trudniejsza. Przez opady deszczu etap leśny stał się sporym wyzwaniem. Każdy uczestnik musiał być w pełni skoncentrowany, aby nie ugrząść w błocie, nie poślizgnąć się na pniach drzew czy zaczepić o korzeń. Tylko świało z latarek wypełniało ciemność, tylko plusk błota przerywał ciszę. Niejeden poczuł ulgę przy mogile na Brzasku. Właśnie tam była 10 stacja, dłuższa przerwa na posiłek i ciepłą herbatę. Po 20 minutach odpoczynku wyruszyliśmy w stronę Pomnika Solidarności na Zachodnim. Dokładnie od momentu wyjścia z lasu poczułem ogromny, przeszywający ból w lewej stopie. Miałem wrażenie jakbym ją przebił albo zranił. Moja pewność siebie z minuty na minutę malała. Po krótkim odpoczynku przy pominiku miałem problem, żeby wstać i wyruszyć w stronę Górnej Kolonii. Kompletnie nie mogłem zrozumieć tego, że przez ponad 20 kilometrów czułem się bardzo dobrze, jakbym był na zwykłym spacerze, a teraz mam problem z postawieniem kolejnego kroku.

          Godzina 4:20. 12 stacja. Górna Kolonia. Pół żartem pół serio uprzedzam moich przyjaciół, że jest mi niedobrze i chyba będę zmuszony zadzwonić po pomoc. Jednak po kilku słowach otuchy i namowach postanowiłem wyruszyć w stronę opuszczonego Benzylu, czyli 13 stacji. Pisząc moje refleksje jestem pewien, że był to etap olbrzymiego zmagania. Milion myśli naraz, po co to wszystko, przecież mogę się zatrzymać, zadzwonić po pomoc. Jak to w ogóle możliwe, że mam jeszcze większe problemy z dojściem niż rok temu, skoro idę o 10km krócej? Czy doczukliwy ból mięśni, ciągłe skurcze, nudności mają jakikolwiek sens? Czy moje cierpienie jest tego warte? Wiele pytań, na które nie znałem odpowiedzi.

          Nie wiem jakim cudem, ale dotarłem do raju, jakim był franciszkański klasztorek i 14 stacja. Przywitali nas nie tylko ojcowie i dobrzy ludzie, ale również deszcz, który nagle pojawił się. Moja przyjaciółka zinterpretowała ten dar jako oczyszczenie i odpuszczenie grzechów. Niektórzy ze łzami w oczach, inni ostatkami sił, ja półprzytomny klękneliśmy przed wielkim krzyżem, który na zawsze odmienił sens życia...

          Mógłbym zakończyć tutaj moje przemyślenia i powiedzieć, że na EDK2017 było bardzo fajnie i każdemu polecam. Ale mam zupełnie inne refleksje...

          Tegoroczna Ekstremalna Droga Krzyżowa przede wszystkim nauczyła mnie ogromnej pokory, której bardzo często mi brakuje. Kolejny raz uświadomiłem sobie, że tylko przez wytrwałość i pełne zaufanie jesteśmy w stanie pokonywać samych siebie. Poprzez przeżycie przejścia ze zwykłego marszu do "drogi" zrozumiałem jeszcze jedno: "Dopóki modlimy się i jest nam dobrze, dopóty tak naprawdę nie modlimy się. Po prostu jest nam dobrze. Gdy przekraczamy siebie, możemy rozpocząć pradziwą rozmowę z Bogiem. W tej rozmowie Bóg mówi: wiesz, kim jesteś, ale nie wiesz, kim możesz się stać. Otwórz się na nowe życie. Zostaw to, co było. Sprawdź, jak może być".

Wojciech Wydrzyński

 

Skomentuj

Upewnij się, że wymagane pola oznaczone gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

powrót na górę

Kronika policyjna

Sport

Menu

Polecamy

Social media